Uwielbiam się uczyć. Może dlatego też bardzo lubię uczyć innych. Na własnej skórze doświadczam tej ogromnej radochy w zdobywaniu nowej wiedzy i umiejętności więc chcę ją dawać innym. Ale proces uczenia się, choć ekscytujący, ma też swoje mniej przyjemne strony. Jedną z nich jest dla mnie to, że czasem muszę się niektórych rzeczy oduczyć. Znacie to? Bywa żmudne i bolesne, wymaga pokory i przyznania się (choćby przed samą sobą) do błędu lub do niewiedzy.
Oto więc trzy rzeczy, których musiałam się oduczyć w obecności psów. (Jest ich pewnie więcej, ale te trzy, to taki wstęp do wstępu 🙂
1. Głaskania psów po głowie. To był taki odruch. Ręka sama wędrowała na psi łeb i musiałam się naprawdę kontrolować, żeby tego nie robić. Mówię tu o moim własnym psie oraz o tych psach, które dawały mi się pogłaskać – wtedy, gdy jeszcze sądziłam, że wszystkie psy lubią być głaskane. (Bo tego też musiałam się oduczyć, ale o tym za chwilę). Oczywiście inne zasady będą odnosić się do psów obcych, a inne do naszych „osobistych”. Te „nasze” zwykle lubią towarzystwo swoich opiekunów, więc pozwalają nam na więcej. Zaobserwujcie jednak, czy kładąc dłoń na psim łbie nie uchwycicie widoku szybko zmrużonych oczu, czy języka, który omiata psi nos Ten delikatny sygnał może mówić: „no, nie specjalnie mam na to ochotę, ale skoro musisz… ” U innych psów to może oznaczać: „zabierz tę rękę, bo mi się to nie podoba, a jeśli nie rozumiesz, to powiem Ci dosadniej”. „Kłap!”
Generalnie, lepszym niż głowa miejscem do okazania psu naszego uczucia jest broda i pierś, boki oraz miejsce za uszami. Moje psy (jak większość tych, które znam) uwielbiają drapanki na końcu pleców, u nasady ogona – wystawiają dupki i są całe szczęśliwe, gdy tam koncentrują się moje pieszczoty.
2. Głaskania i dotykania psów (w dowolnym miejscu ciała) bez ich zgody, czyli wtedy, gdy ja miałam na to ochotę i nawet nie zapytałam psa, czy on też. Po pierwsze musiałam zrozumieć, jak psy postrzegają odległość oraz język ciała. Dla nas, ludzi, prowadzenie rozmowy w odstępie pół metra, patrzenie sobie w oczy, uściśnięcie ręki na powitanie to bardzo grzeczne zachowanie, zgodne z etykietą. Dla psów, to może być przekroczenie pokojowych norm. Stawanie blisko psa, pochylanie się, podsuwanie mu ręki pod nos do powąchania, to naruszanie jego prywatniej przestrzeni. Musiałam oduczyć się traktować każdego psa, który do mnie podchodzi, jak tego, który mnie „na pewno kocha”! i zrozumieć, że on może być tylko ciekawski, albo podchodzi ze strachu i chce sprawdzić „tego dużego ludzia, czyli mnie”. Powącha, zbierze informacje i… być może odejdzie, lub poprosi mnie, żebym odeszła. I to jest najzupełniej normalne! To, że pies do nas pobiega a my od niego NIC nie chcemy!
Przyjmuję zatem żelazną zasadę, aby nie dotykać nieznajomych psów bez zgody ich opiekunów oraz bez upewnienia się, czy sam pies chce być dotykany.
Dotykając i głaszcząc swoje psy jestem wrażliwa na wysyłane przez nich sygnały: może nie chcą, może chciały ale już mają dość a może…. proszą o więcej 🙂
3. Udowadniania sobie i innym, że psy mnie kochają, a ja jestem Prawdziwym Przyjacielem Psa – ergo – każdy pies powinien przybiec do mnie radośnie machając ogonem i okazać mi jak bardzo się cieszy, że zwróciłam na niego uwagę. To jest bardzo trudne, bo ściśle powiązane z naszym ego, które domaga się pochwał i uwielbienia. Przekonanie, że psy wyczuwają „dobrych ludzi”, a ja PRZECIEŻ JESTEM dobrym człowiekiem sprawia, że staramy się różnymi sposobami zaskarbić sobie psie łaski. Jeśli więc pies na nas warknie, gdy odwiedzamy znajomych, albo nie zwróci na nas uwagi, gdy rozmawiamy z jego opiekunem bywa, że odczuwamy to jako policzek w twarz, osobistą porażkę, którą NATYCHMIAST staramy się naprawić. Cmokamy, narzucamy się, karmimy, dopóki nie uznamy, że osiągnęliśmy cel. Albo uznajemy, że pies nie poznał się na naszym „prawdziwym charakterze” i przylepiamy mu łatkę „niewychowanego”.
Pokusa „bycia lubianą/nym przez psy” czai się również (a może nawet bardziej) w zawodzie trenera. Mit „zaklinacza zwierząt” jest przecież taaaki kuszący. Chcę się jednak oprzeć tej pokusie na rzecz uznania, że pies ma prawo budować relację ze mną w swoim tempie, a na jego zaufanie muszę po prostu zasłużyć.